Ekstraklasa
Wydarzenia

Powiększ
Wyślij
Piłkarze Wisły Płock w przyszłym sezonie bedą musieli walczyć w drugiej lidze, fot. Roger Gorączniak (Ekstraklasa.net)
Wyślij
Piłkarze Wisły Płock w przyszłym sezonie bedą musieli walczyć w drugiej lidze, fot. Roger Gorączniak (Ekstraklasa.net)Strzelanina w Szczecinie
Adam LisieckiSobota, 5 czerwca 2010, 20:31
Piłkarze Wisły trzykrotnie obejmowali prowadzenie, ale za każdym razem Pogoń konsekwentnie odpowiadała. Po remisie w Szczecinie Wisła opuszcza szeregi pierwszoligowców.
Od początku spotkania widać było, której drużynie bardziej zależy na końcowym sukcesie. Już po jednej z pierwszych akcji piłkarze z Płocka objęli prowadzenie. W 3. minucie strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego bramkę zdobył Bartłomiej Sielewski. W pierwszych 10. minutach to Wisła narzucała ton wydarzeniom boiskowym tworząc sobie kilka dobrych okazji strzeleckich.
Po kwadransie gry obudziła się Pogoń. Bramka wyrównująca autorstwa Marcina Nowaka była praktycznie kopią pierwszego trafienia gości. Asystę przy tym golu zaliczył Przemysław Pietruszka. „Portowcy” jednak długo nie cieszyli się z remisu. Kilka minut później Wisła ponownie objęła prowadzenie. Tym razem do siatki piłkę wpakował Bartosz Wiśniewski.
Pierwsza połowa – pomimo tego, że padły w niej aż trzy bramki – nie zachwyciła ani poziomem, ani emocjami. Przy wysokiej temperaturze i dość ostro święcącym słońcu zawodnicy obu drużyn biegali z mniejszą niż zwykle chęcią. Po pierwszych 45. minutach Wisła Płock była ciągle w pierwszej lidze, jednak „Nafciarze” musieli wytrwać z prowadzeniem drugą część gry, co nie była takie proste, ze względu na to, że Pogoń z minuty na minutę grała coraz lepiej.
Druga część gry rozpoczęła się jednak od stuprocentowej szansy dla gości na zdobycie trzeciej bramki. Po zamieszaniu w polu karnym Pogoni jeden z płocczan stanął przed wyśmienitą okazją do zdobycia trzeciej bramki, i pewnie bramka by padła, jednak napastnik gości zwyczajnie… nie trafił w piłkę. Przez kolejne minuty na boisku dominowała już tylko Pogoń. Wiślacy się cofnęli chcąc bronić korzystnego wyniku. Przez kilkanaście kolejnych minut Pogoń stworzyła sobie kilka klarownych sytuacji. Po jednej okazji mieli Moskalewicz i Lebedyński, jednak zabrakło skuteczności w ostatnim kontakcie z piłką.
W 66. minucie piłka wpadła wreszcie do bramki strzeżonej dziś przez Przemysława Mierzwę. Po kombinacyjnej akcji „Portowców” i odrobinie szczęścia Olgierd Moskalewicz z kilku metrów wpakował futbolówkę do pustej bramki.
Szczecinianie nie chcieli na tym zakończyć, ciągle nie wypuszczali zawodników Wisły z własnej połowy co chwila nękając groźnymi uderzeniami. Piętą achillesową Pogoni w tym spotkaniu – z resztą tak jak w całym sezonie – była skuteczność. A jak głosi słynne piłkarskie powiedzenie: „Niewykorzystane sytuację potrafią się mścić” i się zemściły. Po pierwszej akcji ofensywnej Wisły od dobrych 20 minut nadzieje kibiców w Płocku odżyły. Po dobrze przeprowadzonej kontrze pięknym strzałem z 16 metrów Artur Wyczałkowski nie dał szans golkiperowi gospodarzy – Radosławowi Janukiewiczowi. W tym momencie było już 3:2 dla Wisły i nadzieję „Nafciarzy” na utrzymanie ciągle były realne.
W 82. minucie o swoich nieprzeciętnych umiejętnościach strzeleckich przypomniał sobie Piotr Petasz, który nie pilnowany przez nikogo oddał piekielnie mocny strzał z 35 metrów i piłka zatrzepotała w siatce gości. Po tym jak trzeci raz Wiślacy wypuścili prowadzenie nie zdołali wyjść na nie po raz czwarty. Jednak okazje do tego były zarówno z jednej jak i drugiej strony.
Mecz, który początkowo zapowiadał się na kompletnie pozbawiony emocji, pod koniec był naprawdę ciekawy. Wisła walczyła o życie, a Pogoń chciała pozytywnie zakończyć sezon. Dzięki temu kibice, którzy pofatygowali się w środku długiego weekendu na stadion przy Twardowskiego nie mogli być niezadowolenie z widowiska jakie zaprezentowali zawodnicy obu drużyn. Niezadowoleni mogą być tylko kibice z Płocka, którzy w liczbie kilkudziesięciu stawili się w Szczecinie. Drogę powrotną muszą znosić z myślą, że w przyszłym sezonie ich ulubieńcy będą musieli grać w drugiej lidze.
Po kwadransie gry obudziła się Pogoń. Bramka wyrównująca autorstwa Marcina Nowaka była praktycznie kopią pierwszego trafienia gości. Asystę przy tym golu zaliczył Przemysław Pietruszka. „Portowcy” jednak długo nie cieszyli się z remisu. Kilka minut później Wisła ponownie objęła prowadzenie. Tym razem do siatki piłkę wpakował Bartosz Wiśniewski.
Pierwsza połowa – pomimo tego, że padły w niej aż trzy bramki – nie zachwyciła ani poziomem, ani emocjami. Przy wysokiej temperaturze i dość ostro święcącym słońcu zawodnicy obu drużyn biegali z mniejszą niż zwykle chęcią. Po pierwszych 45. minutach Wisła Płock była ciągle w pierwszej lidze, jednak „Nafciarze” musieli wytrwać z prowadzeniem drugą część gry, co nie była takie proste, ze względu na to, że Pogoń z minuty na minutę grała coraz lepiej.
Druga część gry rozpoczęła się jednak od stuprocentowej szansy dla gości na zdobycie trzeciej bramki. Po zamieszaniu w polu karnym Pogoni jeden z płocczan stanął przed wyśmienitą okazją do zdobycia trzeciej bramki, i pewnie bramka by padła, jednak napastnik gości zwyczajnie… nie trafił w piłkę. Przez kolejne minuty na boisku dominowała już tylko Pogoń. Wiślacy się cofnęli chcąc bronić korzystnego wyniku. Przez kilkanaście kolejnych minut Pogoń stworzyła sobie kilka klarownych sytuacji. Po jednej okazji mieli Moskalewicz i Lebedyński, jednak zabrakło skuteczności w ostatnim kontakcie z piłką.
W 66. minucie piłka wpadła wreszcie do bramki strzeżonej dziś przez Przemysława Mierzwę. Po kombinacyjnej akcji „Portowców” i odrobinie szczęścia Olgierd Moskalewicz z kilku metrów wpakował futbolówkę do pustej bramki.
Szczecinianie nie chcieli na tym zakończyć, ciągle nie wypuszczali zawodników Wisły z własnej połowy co chwila nękając groźnymi uderzeniami. Piętą achillesową Pogoni w tym spotkaniu – z resztą tak jak w całym sezonie – była skuteczność. A jak głosi słynne piłkarskie powiedzenie: „Niewykorzystane sytuację potrafią się mścić” i się zemściły. Po pierwszej akcji ofensywnej Wisły od dobrych 20 minut nadzieje kibiców w Płocku odżyły. Po dobrze przeprowadzonej kontrze pięknym strzałem z 16 metrów Artur Wyczałkowski nie dał szans golkiperowi gospodarzy – Radosławowi Janukiewiczowi. W tym momencie było już 3:2 dla Wisły i nadzieję „Nafciarzy” na utrzymanie ciągle były realne.
W 82. minucie o swoich nieprzeciętnych umiejętnościach strzeleckich przypomniał sobie Piotr Petasz, który nie pilnowany przez nikogo oddał piekielnie mocny strzał z 35 metrów i piłka zatrzepotała w siatce gości. Po tym jak trzeci raz Wiślacy wypuścili prowadzenie nie zdołali wyjść na nie po raz czwarty. Jednak okazje do tego były zarówno z jednej jak i drugiej strony.
Mecz, który początkowo zapowiadał się na kompletnie pozbawiony emocji, pod koniec był naprawdę ciekawy. Wisła walczyła o życie, a Pogoń chciała pozytywnie zakończyć sezon. Dzięki temu kibice, którzy pofatygowali się w środku długiego weekendu na stadion przy Twardowskiego nie mogli być niezadowolenie z widowiska jakie zaprezentowali zawodnicy obu drużyn. Niezadowoleni mogą być tylko kibice z Płocka, którzy w liczbie kilkudziesięciu stawili się w Szczecinie. Drogę powrotną muszą znosić z myślą, że w przyszłym sezonie ich ulubieńcy będą musieli grać w drugiej lidze.
| Pogoń Szczecin Wisła Płock | 3-3 | Relacja LIVE! minuta po minucie | |
| Sobota, 5 czerwca 2010, godzina 17:00 | |||
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
najnowsze








