Ekstraklasa
Wydarzenia

Widzew nie zwalnia tempa w drodze do Ekstraklasy
Mariusz RokselaŚroda, 26 maja 2010, 23:02
W jednym ze spotkań 32. kolejki I ligi zmierzyły się ze sobą dwa zespoły, które stawiały sobie przed rozpoczęciem sezonu identyczne cele. Był nim awans do Ekstraklasy, ale obecnie sytuacja obu zespołów jest już inna.
Widzew już od jakiegoś czas jest pewny, iż postawiony cel udało się w 100% zrealizować. O Pogoni natomiast można powiedzieć, że w tegorocznych rozgrywkach przegrała wszystko co było możliwe do przegrania. Goście z Pomorza nie mają już nawet matematycznych szans na awans do grona najlepszych zespołów w naszym kraju, a w ostatnich dniach ulegli również Jagiellonii w finale Pucharu Polski. Tym samym Portowcy wszystkie pozostałe tej wiosny mecze rozgrywają o przysłowiową „pietruszkę”.
Pomimo doskonałych wyników Widzewa, stadion podczas meczu ze szczecińską Pogonią nie wypełnił się w 100%. Na spotkaniu zjawiło się około 6 tysięcy widzów, co jak na miasto wielkości Łodzi oraz postawę podopiecznych Pawła Janasa jest wynikiem przeciętnym.
Spotkanie na szczycie I ligi rozpoczęli goście ze Szczecina, jednak pierwszą groźną akcję, już w pierwszej minucie przeprowadzili gospodarze. W późniejszych minutach naciskali goście, głównie za sprawą Piotra Petasza, ale bez większego zagrożenia dla bramki Widzewa.
W siódmej minucie piłka po dośrodkowaniu wspomnianego Petasza i strzale głową Mysiaka trafiła do siatki Macieja Mielcarza, jednak sędzia dopatrzył się w tej sytuacji spalonego. Już w kolejnej akcji swoją okazję do odpowiedzi na ataki gości mieli Widzewiacy, ale na wysokości zadania kilkukrotnie stawał Radosław Janukiewicz.
Kolejną dobrą okazję mógł mieć Widzew. W 13 minucie po zagraniu do wychodzącego na pozycję „sam na sam” Robaka, sędzia dopatrzył się spalonego. Niemalże identyczna sytuacja powtórzyła się w 18 minucie, co coraz bardziej irytowało zgromadzoną widownię.
W upływem czasu gra uległa wyrównaniu, przeniosła się do środka boiska, gdzie oba zespoły walczyły o miejsce do wypracowania sobie okazji do ataku.
Gra z każdą minutą, częściowo przez postawę arbitra, który tracił panowanie nad tym co działo się na murawie, zaostrzała się, czego efektem była pierwsza żółta kartka już w 27 minucie dla Przemysława Pietruszki za brutalny faul na własnej połowie. Pomimo upływu czasu oraz tego iż piłkarze obu zespołów grają już jedynie o własne premie za kolejne wygrane spotkania, żaden z zawodników nie odkładał nogi, dzięki czemu kibice mogli pasjonować się kolejnymi atakami wyprowadzanymi raz z jednej, raz z drugiej strony boiska.
Najgroźniejszą bronią gości w trakcie pierwszej połowy były stałe fragmenty gry, którym brakowało jednak ostatecznego wykończenia. Gospodarze natomiast swoją grę opierali na kontratakach. Jeden z nich, który w 36 minucie strzałem zakończył Lisowski z największym trudem wybronił Janukiewicz.
Upragnionego gola po koronkowej akcji kibice ujrzeli wreszcie w 41 minucie meczu. W polu karnym „sam na sam” znalazł się Robak, do którego wyszedł Janukiewicz. Napastnik Widzewa zamiast uderzać na bramkę wysunął piłkę do wbiegającego w pole karne Grzelczaka, który umieścił ją w pustej bramce. Zdobyta bramka uskrzydliła gospodarzy, którzy w kolejnych akcjach zamknęli Pogoń w obrębie jej własnego pola karnego.
W trakcie trwania pierwszej połowy kibice czerwono-biało-czerwonych nie szczędzili sobie wyrażania tego, co myślą o swoim lokalnym rywalu oraz innych klubach w Polsce, do których nie pałają sympatią. Wiele z ich przyśpiewek zamiast wspierać piłkarzy było po prostu wulgarne, a nawet przesiąknięte antysemityzmem. Ciekawe co na temat takiego zachowania fanów z Piłsudskiego będzie mieć do powiedzenia jeden z łódzkich dziennikarzy, który nie tak dawno grzmiał na łamach prasy o kulturze na stadionie, na którym przebywają między innymi kobiety i dzieci.
Do drugiej odsłony meczu oba zespoły przystąpiły bez zmian personalnych. Od początku do ataków ruszyli gospodarze, z nadzieją na podwyższenie prowadzenia. Pierwsze minuty drugiej połowy nie były jednak już tak dynamiczne jak w pierwszej części spotkania. Nieco ożywienia na trybunach wprowadził w 52 minucie Ben Radhia Souhail, którego uderzenie przy słupku bramki z trudem wybronił bramkarz przyjezdnych. Chwilę później z linii pola karnego uderzał inny obcokrajowiec w zespole Widzewa – Durić Velibor – ale tym razem sędzia przerwał akcję odgwizdując pozycję spaloną.
W 61 minucie podopieczni Pawła Janasa potwierdzili swoją lepszą dyspozycję w spotkaniu. Po rzucie rożnym piłkę do siatki gości skierował Robak i tym samym na stadionie w Łodzi było już 2:0. Druga odsłona spotkania nie była już tak porywająca jak pierwsza. Wiele było w niej niedokładności w grze obu zespołów oraz przypadkowych fauli. Mimo to na około minutę przed końcem regulaminowego czasu gry, technicznym uderzeniem, Macieja Mielcarza pokonał Olgierd Moskalewicz, dzięki czemu Pogoń zdobyła gola kontaktowego.
Na ostatnie akcje gości w pole karne Widzewa pobiegł nawet bramkarz gości. Jeden z rzutów rożnych o mało nie przyniósł upragnionego efektu w postaci wyrównującej bramki, ale doskonale zachował się Mielcarz, piąstkując piłkę ponad poprzeczką bramki.
Na plus łódzkim fanom należy zapisać okazałą choreografię zaprezentowaną przed upływem godziny gry, składającą się z wielu flag na kijach w barwach klubowych, a następnie flagi sektorowej zakrywającej całą trybunę „pod zegarem”.
Pomimo doskonałych wyników Widzewa, stadion podczas meczu ze szczecińską Pogonią nie wypełnił się w 100%. Na spotkaniu zjawiło się około 6 tysięcy widzów, co jak na miasto wielkości Łodzi oraz postawę podopiecznych Pawła Janasa jest wynikiem przeciętnym.
Spotkanie na szczycie I ligi rozpoczęli goście ze Szczecina, jednak pierwszą groźną akcję, już w pierwszej minucie przeprowadzili gospodarze. W późniejszych minutach naciskali goście, głównie za sprawą Piotra Petasza, ale bez większego zagrożenia dla bramki Widzewa.
W siódmej minucie piłka po dośrodkowaniu wspomnianego Petasza i strzale głową Mysiaka trafiła do siatki Macieja Mielcarza, jednak sędzia dopatrzył się w tej sytuacji spalonego. Już w kolejnej akcji swoją okazję do odpowiedzi na ataki gości mieli Widzewiacy, ale na wysokości zadania kilkukrotnie stawał Radosław Janukiewicz.
Kolejną dobrą okazję mógł mieć Widzew. W 13 minucie po zagraniu do wychodzącego na pozycję „sam na sam” Robaka, sędzia dopatrzył się spalonego. Niemalże identyczna sytuacja powtórzyła się w 18 minucie, co coraz bardziej irytowało zgromadzoną widownię.
W upływem czasu gra uległa wyrównaniu, przeniosła się do środka boiska, gdzie oba zespoły walczyły o miejsce do wypracowania sobie okazji do ataku.
Gra z każdą minutą, częściowo przez postawę arbitra, który tracił panowanie nad tym co działo się na murawie, zaostrzała się, czego efektem była pierwsza żółta kartka już w 27 minucie dla Przemysława Pietruszki za brutalny faul na własnej połowie. Pomimo upływu czasu oraz tego iż piłkarze obu zespołów grają już jedynie o własne premie za kolejne wygrane spotkania, żaden z zawodników nie odkładał nogi, dzięki czemu kibice mogli pasjonować się kolejnymi atakami wyprowadzanymi raz z jednej, raz z drugiej strony boiska.
Najgroźniejszą bronią gości w trakcie pierwszej połowy były stałe fragmenty gry, którym brakowało jednak ostatecznego wykończenia. Gospodarze natomiast swoją grę opierali na kontratakach. Jeden z nich, który w 36 minucie strzałem zakończył Lisowski z największym trudem wybronił Janukiewicz.
Upragnionego gola po koronkowej akcji kibice ujrzeli wreszcie w 41 minucie meczu. W polu karnym „sam na sam” znalazł się Robak, do którego wyszedł Janukiewicz. Napastnik Widzewa zamiast uderzać na bramkę wysunął piłkę do wbiegającego w pole karne Grzelczaka, który umieścił ją w pustej bramce. Zdobyta bramka uskrzydliła gospodarzy, którzy w kolejnych akcjach zamknęli Pogoń w obrębie jej własnego pola karnego.
W trakcie trwania pierwszej połowy kibice czerwono-biało-czerwonych nie szczędzili sobie wyrażania tego, co myślą o swoim lokalnym rywalu oraz innych klubach w Polsce, do których nie pałają sympatią. Wiele z ich przyśpiewek zamiast wspierać piłkarzy było po prostu wulgarne, a nawet przesiąknięte antysemityzmem. Ciekawe co na temat takiego zachowania fanów z Piłsudskiego będzie mieć do powiedzenia jeden z łódzkich dziennikarzy, który nie tak dawno grzmiał na łamach prasy o kulturze na stadionie, na którym przebywają między innymi kobiety i dzieci.
Do drugiej odsłony meczu oba zespoły przystąpiły bez zmian personalnych. Od początku do ataków ruszyli gospodarze, z nadzieją na podwyższenie prowadzenia. Pierwsze minuty drugiej połowy nie były jednak już tak dynamiczne jak w pierwszej części spotkania. Nieco ożywienia na trybunach wprowadził w 52 minucie Ben Radhia Souhail, którego uderzenie przy słupku bramki z trudem wybronił bramkarz przyjezdnych. Chwilę później z linii pola karnego uderzał inny obcokrajowiec w zespole Widzewa – Durić Velibor – ale tym razem sędzia przerwał akcję odgwizdując pozycję spaloną.
W 61 minucie podopieczni Pawła Janasa potwierdzili swoją lepszą dyspozycję w spotkaniu. Po rzucie rożnym piłkę do siatki gości skierował Robak i tym samym na stadionie w Łodzi było już 2:0. Druga odsłona spotkania nie była już tak porywająca jak pierwsza. Wiele było w niej niedokładności w grze obu zespołów oraz przypadkowych fauli. Mimo to na około minutę przed końcem regulaminowego czasu gry, technicznym uderzeniem, Macieja Mielcarza pokonał Olgierd Moskalewicz, dzięki czemu Pogoń zdobyła gola kontaktowego.
Na ostatnie akcje gości w pole karne Widzewa pobiegł nawet bramkarz gości. Jeden z rzutów rożnych o mało nie przyniósł upragnionego efektu w postaci wyrównującej bramki, ale doskonale zachował się Mielcarz, piąstkując piłkę ponad poprzeczką bramki.
Na plus łódzkim fanom należy zapisać okazałą choreografię zaprezentowaną przed upływem godziny gry, składającą się z wielu flag na kijach w barwach klubowych, a następnie flagi sektorowej zakrywającej całą trybunę „pod zegarem”.
| Widzew Łódź Pogoń Szczecin | 2-1 | Relacja LIVE! minuta po minucie | |
| Środa, 26 maja 2010, godzina 20:10 | |||
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
| 123Plum1908 2010-05-27 18:48:00 hehehe | |
| ANTY pzpn 2010-05-27 13:29:00 TMRF Najlepsze (spóźnione) życzenia z okazji urodzin i awansu życzę JA !!! Je**ć pzpn !!! | |
| boczek 2010-05-27 10:50:00 A który to dziennikarz tak sprzyja Widzewowi bo nie kojarzę. Może jakiś namiar na artykuł.Poczytam, zobaczę,pomyślę. Pozdrawiam. | |
| MaRo 2010-05-27 01:28:00 @TMRF: Inwektywy podczas meczu kierowane niejednokrotnie były nie tylko w stronę ŁKS. Poza tym, jak sam Pan zaznaczył ŁKS jest niżej notowany więc ma i gorszą frekwencję, która podobnie jak w przypadku Widzewa (obu kluby z wieloletnią tradycją, sukcesami i pochodzącymi z czołowego pod względem liczby mieszkańców miasta) jest prawdzie powiedziawszy marna.@boczek: Nie muszę się wybijać, ani niczego nikomu udowadniać. Piszę o piłce ponieważ jest to moja pasja. Robię to od lat i o różnych klubach. Jeżeli wcześniej Pan odwiedzam nasz serwis to zapewne miał okazję przeczytać moje wcześniejsze teksty, które również poruszały kulturę dopingu nie tylko na Widzewie, ale i na ŁKS. P.S. Sednem fragmentu tekstu o wulgaryzmach nie było w moim zamiarze dopieczenie w żaden sposób Klubowi Sportowemu Widzew Łódź, a jedynie zwrócenie uwagi na brak obiektywizmu pewnego dziennikarza, który zawodowo pisze dla ogólnopolskich mediów i w przypadku gdy w o wiele łagodniejszy sposób kibice pewnego klubu wyrazili swoje zdanie o innym (w tym przypadku chodziło o wyrażenie zdania właśnie o Widzewie bo kibicem tego klubu jest adresat tego fragmentu) rozpisywał się On o tym na całe strony. Natomiast gdy to samo dzieje się i to niejednokrotnie na Widzewie redaktor ten nie napisze o tym nawet zdania. P.S.2 Do bycia kibicem Legii czy ŁKS (jak to sugerujecie w komentarzach) jest mi bardzo daleko. Pozdrawiam. | |
| boczek 2010-05-27 00:26:00 Do dzisiaj miałem o waszej stronie dobre zdanie.Stronka info bez filozofii i innych niepotrzebnych bredni. Ale dzisiaj Pan redaktorzyna przesadził. Chce się wybić czy co? Te sugestie w buty!!! Na stadionie w dniu dzisiejszym nie było nic czego nie było wcześniej. Wcześniej o tym nie pisaliście a tera raptem. Ale WIDZEW wszystkich goli to trzeba się doczepić. Dzinnikarzyna chyba kibic ległej. | |
| TMRF 2010-05-26 23:51:00 Autor tej relacji lepiej by zrobił, gdyby w ogóle na temat tego spotkania się nie wypowiadał. Pierwsze - jak można mieć kompleksy, niechcianą tendencję postawy do niżej notowanego klubu? Niech Pan sobie to przemyśli i przeanalizuje treść komicznych pieśni realizowanych przez kibiców łódzkiego Widzewa w stronę niżej notowanego ŁKS-u. Dwa - jakich innych klubów w Polsce? Ja słyszałem jedynie jednorazowy okrzyk w stronę przyjaciół drużyny Pogodni. Zresztą odpowiednik. Oj Panie Roksela, niech pan się martwi trzytysięczną frekwencją klubu z al. Unii... | |
najnowsze










