Ekstraklasa
Wydarzenia

Kłopotliwy Cieśliński
Kamil KołsutNiedziela, 9 maja 2010, 13:51
Mnóstwo nerwów kosztowało Czesława Jakołcewicza spotkanie z Podbeskidziem. Szkoleniowiec KSZO przez cały mecz szalał przy linii bocznej, a do pasji doprowadziła go postawa Adama Cieślińskiego, który z powodu urazu opuścił boisko w 53. minucie.
Napastnik gospodarzy przed meczem narzekał na problemy z pachwiną, ostatecznie jednak znalazł się w wyjściowej jedenastce kosztem świetnie dysponowanego w ostatnich tygodniach Marcina Folca. Decyzja o grze Cieślińskiego w wyjściowej jedenastce pożądany skutek przyniosła już na samym początku meczu, kiedy to snajper KSZO strzałem głową pokonał strzegącego bramki Podbeskidzia Richarda Zająca.
W drugiej połowie na murawie zastąpił go Folc, a zmierzającego w kierunku ławki zawodnika Jakołcewicz obrzucił serią obelg. - Albo cię k... boli, albo k... nie boli! - krzyczał wściekły. Jak owo starcie tłumaczył po ostatnim gwizdku sam piłkarz? - W czasie meczu poczułem ból w pachwinie i powiedziałem Mikołajowi Skórnickiemu, aby poprosił trenera o zmianę dla mnie. Ostatecznie jednak rozbiegałem uraz i mogłem kontynuować grę - dodał.
Wówczas przy linii bocznej do zmiany gotowy był już jednak Folc. Jakołcewicz, podirytowany niską skutecznością własnych zawodników i brakiem zdecydowania u Cieślińskiego, nie przebierał w słowach, komentując jego postawę. - Nie stać mnie, żeby w ten sposób marnować zmiany - tłumaczył podniesionym głosem. - Na szczęście wygraliśmy - skwitował po ostatnim gwizdku napastnik. - Tylko to się liczy.
W drugiej połowie na murawie zastąpił go Folc, a zmierzającego w kierunku ławki zawodnika Jakołcewicz obrzucił serią obelg. - Albo cię k... boli, albo k... nie boli! - krzyczał wściekły. Jak owo starcie tłumaczył po ostatnim gwizdku sam piłkarz? - W czasie meczu poczułem ból w pachwinie i powiedziałem Mikołajowi Skórnickiemu, aby poprosił trenera o zmianę dla mnie. Ostatecznie jednak rozbiegałem uraz i mogłem kontynuować grę - dodał.
Wówczas przy linii bocznej do zmiany gotowy był już jednak Folc. Jakołcewicz, podirytowany niską skutecznością własnych zawodników i brakiem zdecydowania u Cieślińskiego, nie przebierał w słowach, komentując jego postawę. - Nie stać mnie, żeby w ten sposób marnować zmiany - tłumaczył podniesionym głosem. - Na szczęście wygraliśmy - skwitował po ostatnim gwizdku napastnik. - Tylko to się liczy.
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
najnowsze










