Ekstraklasa
Ludzie Ekstraklasy

Powiększ
Wyślij
Mikołaj Lebedyński póki co sprawia radość kibicom w Szczecinie. , fot. Dawid Bylok (Ekstraklasa.net)
Wyślij
Mikołaj Lebedyński póki co sprawia radość kibicom w Szczecinie. , fot. Dawid Bylok (Ekstraklasa.net)Czy zbawi polski futbol?
Adam LisieckiPiątek, 19 marca 2010, 17:05
20 lat skończy w październiku,ale już dziś jest postrzegany jako jeden z największych talentów szczecińskiej piłki ostatnich lat.
O kim mowa? Oczywiście o bohaterze i zdobywcy dwóch bramek w ostatnim meczu Pogoni w Pucharze Polski z Zagłębiem Sosnowiec - Mikołaju Lebedyńskim. Pierwszy raz zwróciłem uwagę na tego zawodnika podczas ubiegłorocznego zimowego sparingu szczecinian z Darzborem Szczecinek. Wtedy zobaczyłem uśmiechnięta twarz osiemnastolatka schodzącego z boiska. W tamtym meczu Mikołaj nie zagrał, ledwo łapał się do kadry zespołu, był piątym w hierarchii napastnikiem Pogoni. Nikt wtedy, nawet chyba on sam nie spodziewał się, że będzie miał bardzo znaczący wkład w awans Pogoni do I ligi.
W rundzie jesiennej sezonu 2008/09 o sile ataku Pogoni decydował duet Marek Kowal - Maciej Ropiejko. Dla tego pierwszego sezon nieszczęśliwie skończył się podczas wspomnianego wyżej sparingu z drużyną ze Szczecinka. Kontuzja, której wtedy doznał wykluczyła Marka z gry na - jak się później okazało - blisko 8 miesięcy. Trener Mandrysz niespodziewanie postawił wtedy na 18-letniego Mikołaja, a ten swoją szansę wykorzystał. Zagrał wiosną w 13 meczach, strzelając w nich 7 bramek, z których kilka gwarantowało ważne punkty. Jak chociażby dwa gole strzelone Nielbie Wągrowiec, czy Chemikowi Police.
Dobra forma młodziutkiego napastnika nie przeszła bez echa. Latem ubiegłego roku, okazało się, że Lebedyńskim zainteresowana jest Legia Warszawa. Wszystkie szczecińskie portale internetowe publikowały wtedy zdjęcia skauta Legionistów - Marka Jóźwiaka, który podczas jednego z treningów Pogoni bardzo długo rozmawiał z trenerem "Portowców". Ta informacja zmroziła krew w żyłach kibiców Pogoni. Jednak szybko okazało się, że Mikołaj nie jest w ogóle zainteresowany przenosinami do Warszawy. - Nie powinno być w ogóle dyskusji na ten temat. Tutaj się urodziłem, wychowałem, w Pogoni gram już od kilku lat. Jak na razie nie ma tematu przejścia do Legii Warszawa. - rozwiał wątpliwości Lebedyński w rozmowie z serwisem pogon.v.pl.
Takimi wypowiedziami Mikołaj z marszu stał się jednym z ulubieńców szczecińskiej publiczności. Wszyscy jednak pamiętają świeży jeszcze przypadek Kamila Grosickiego, który również w Szczecinie wypływał na szerokie wody piłkarskie. Kamil talent piłkarski niewątpliwie posiada, jednak roztrwonił go w licznych wizytach w kasynach i nocnych klubach. Czy o Mikołaja kibice powinni się obawiać? Wydaje się, że nie. Jest to zupełnie inna osobowość. Mieszka z rodzicami i babcią. Bez problemów zdał maturę, a o nocne eskapady nie ma się co obawiać, ponieważ jak sam mówi w wywiadzie dla szczecińskiego oddziału Gazety Wyborczej: - Nie lubię zamieszania, tłoku, hałasu. Między innymi dlatego bardzo rzadko chodzę na imprezy. Na dziewczyny też nie mam czasu.
Problemem "Mikiego" nie wydaje się nocne życie i zabawowy charakter, lecz inna przypadłość, która wielu dobrze zapowiadającym się zawodnikom złamała kariery - często nękające kontuzje. Początek sezonu 2009/10 Mikołaj miał piorunujący. W inaugurującym spotkaniu z GKS-em Katowice pojawił się na boisku w 66 minucie i zdążył dwukrotnie pokonać bramkarza gości. Gdy wydawało się, że będzie to jego sezon, przyplątywały się drobne urazy, które nie pozwalały na dojście do optymalnej formy. W rundzie jesiennej grał niewiele, kończąc ją ze strzelonymi dwoma bramkami w pierwszym meczu sezonu.
Gdy wydawało się, że po solidnym przepracowaniu przerwy zimowej Mikołaj wiosną będzie mógł pokazać wreszcie pełnie swoich umiejętności. Jednak kolejne problemy ze zdrowiem powodowały ciągłe przerwy w treningach. Z tego powodu w pierwszych meczach wiosny "Miki" nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych "Portowców". Na szczęście dla wszystkich znalazł się na niej podczas ćwierćfinałowego meczu Pucharu Polski w Sosnowcu, i zaliczył prawdziwe "wejście smoka" strzelając dwa gole. A gestem pokazanym po drugiej bramce pokazał, że nie straszna mu presja i niechęć ze strony trybun. Symbolicznym "nastawieniem ucha" do trybun zachował się trochę prowokująco i bardzo odważnie. Pokazał, że pomimo nieśmiałości i spokojnego charakteru w życiu, na boisku potrafi być niepokorny i zabójczo skuteczny.
Czy Lebedyński będzie piłkarzem na miarę ekstraklasy? Czy stać go będzie na strzelanie bramek w jakiejś silnej zachodniej lidze, a może upoluje jakieś ważne gole w reprezentacji Polski? Czy jednak, tak jak wielu dobrze zapowiadających się chłopaków popadnie w marazm i przeciętność? Czas pokaże. Jednego, temu sympatycznemu chłopakowi trzeba życzyć - zdrowia. Jeśli omijały będą go kontuzje, to reszta będzie zależała od niego. A wtedy to już jestem pewien, że wszystkim kibicom da dużo radości.
W rundzie jesiennej sezonu 2008/09 o sile ataku Pogoni decydował duet Marek Kowal - Maciej Ropiejko. Dla tego pierwszego sezon nieszczęśliwie skończył się podczas wspomnianego wyżej sparingu z drużyną ze Szczecinka. Kontuzja, której wtedy doznał wykluczyła Marka z gry na - jak się później okazało - blisko 8 miesięcy. Trener Mandrysz niespodziewanie postawił wtedy na 18-letniego Mikołaja, a ten swoją szansę wykorzystał. Zagrał wiosną w 13 meczach, strzelając w nich 7 bramek, z których kilka gwarantowało ważne punkty. Jak chociażby dwa gole strzelone Nielbie Wągrowiec, czy Chemikowi Police.
Dobra forma młodziutkiego napastnika nie przeszła bez echa. Latem ubiegłego roku, okazało się, że Lebedyńskim zainteresowana jest Legia Warszawa. Wszystkie szczecińskie portale internetowe publikowały wtedy zdjęcia skauta Legionistów - Marka Jóźwiaka, który podczas jednego z treningów Pogoni bardzo długo rozmawiał z trenerem "Portowców". Ta informacja zmroziła krew w żyłach kibiców Pogoni. Jednak szybko okazało się, że Mikołaj nie jest w ogóle zainteresowany przenosinami do Warszawy. - Nie powinno być w ogóle dyskusji na ten temat. Tutaj się urodziłem, wychowałem, w Pogoni gram już od kilku lat. Jak na razie nie ma tematu przejścia do Legii Warszawa. - rozwiał wątpliwości Lebedyński w rozmowie z serwisem pogon.v.pl.
Takimi wypowiedziami Mikołaj z marszu stał się jednym z ulubieńców szczecińskiej publiczności. Wszyscy jednak pamiętają świeży jeszcze przypadek Kamila Grosickiego, który również w Szczecinie wypływał na szerokie wody piłkarskie. Kamil talent piłkarski niewątpliwie posiada, jednak roztrwonił go w licznych wizytach w kasynach i nocnych klubach. Czy o Mikołaja kibice powinni się obawiać? Wydaje się, że nie. Jest to zupełnie inna osobowość. Mieszka z rodzicami i babcią. Bez problemów zdał maturę, a o nocne eskapady nie ma się co obawiać, ponieważ jak sam mówi w wywiadzie dla szczecińskiego oddziału Gazety Wyborczej: - Nie lubię zamieszania, tłoku, hałasu. Między innymi dlatego bardzo rzadko chodzę na imprezy. Na dziewczyny też nie mam czasu.
Problemem "Mikiego" nie wydaje się nocne życie i zabawowy charakter, lecz inna przypadłość, która wielu dobrze zapowiadającym się zawodnikom złamała kariery - często nękające kontuzje. Początek sezonu 2009/10 Mikołaj miał piorunujący. W inaugurującym spotkaniu z GKS-em Katowice pojawił się na boisku w 66 minucie i zdążył dwukrotnie pokonać bramkarza gości. Gdy wydawało się, że będzie to jego sezon, przyplątywały się drobne urazy, które nie pozwalały na dojście do optymalnej formy. W rundzie jesiennej grał niewiele, kończąc ją ze strzelonymi dwoma bramkami w pierwszym meczu sezonu.
Gdy wydawało się, że po solidnym przepracowaniu przerwy zimowej Mikołaj wiosną będzie mógł pokazać wreszcie pełnie swoich umiejętności. Jednak kolejne problemy ze zdrowiem powodowały ciągłe przerwy w treningach. Z tego powodu w pierwszych meczach wiosny "Miki" nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych "Portowców". Na szczęście dla wszystkich znalazł się na niej podczas ćwierćfinałowego meczu Pucharu Polski w Sosnowcu, i zaliczył prawdziwe "wejście smoka" strzelając dwa gole. A gestem pokazanym po drugiej bramce pokazał, że nie straszna mu presja i niechęć ze strony trybun. Symbolicznym "nastawieniem ucha" do trybun zachował się trochę prowokująco i bardzo odważnie. Pokazał, że pomimo nieśmiałości i spokojnego charakteru w życiu, na boisku potrafi być niepokorny i zabójczo skuteczny.
Czy Lebedyński będzie piłkarzem na miarę ekstraklasy? Czy stać go będzie na strzelanie bramek w jakiejś silnej zachodniej lidze, a może upoluje jakieś ważne gole w reprezentacji Polski? Czy jednak, tak jak wielu dobrze zapowiadających się chłopaków popadnie w marazm i przeciętność? Czas pokaże. Jednego, temu sympatycznemu chłopakowi trzeba życzyć - zdrowia. Jeśli omijały będą go kontuzje, to reszta będzie zależała od niego. A wtedy to już jestem pewien, że wszystkim kibicom da dużo radości.
Musisz się zalogowac aby dodawac komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialści za treść zamieszczonych komentarzy! Zastrzegamy sobie prawo do ich usuwania.
| widzewiakk 2010-03-19 22:58:00 Panowie macie ostrzezenie wiec uwazajcie:)heh | |
| mariuszmario 2010-03-19 22:06:00 widać serwismeni poprawiacie się ale zbastujcie trochę z tą łodzią | |
najnowsze








